Jak uwolnić się od naleciałości z przeszłości? Nie ma prostej recepty, która w 5 minut pozwoli nam się zresetować. Każdy z nas musi znaleźć swoją drogę. Za to metod jest trochę i próbując odkrywać siebie, wcześniej czy później, znajdziemy rozwiązanie. Z drugiej strony można te kolejne kroki stawiać w dobrym towarzystwie, a my kobiety mamy ten przywilej, że razem tworzymy niesamowitą siłę. Potrafimy jednoczyć się, wspierać i dawać sobie otuchy w trudniejszych chwilach. Oczywiście tylko wtedy, gdy otaczamy się osobami z podobnymi celami. Osobami, które też szukają siebie i wiedzą, że narzekania i przesuwanie odpowiedzialności na "zły los" do niczego nie prowadzi.

Właśnie po to powstały warsztaty Twórczej Integracji. Nasza Fundacja przygotowała pełen twórczej ekspresji program, podczas którego uczestniczki mały okazję uwolnić część głęboko chowanych uczuć, a przede wszystkim dobrze się bawić w babskim towarzystwie. 

Spotkanie rozpoczęłyśmy od przygotowania przekąskowego stołu. Każda z uczestniczek przywiozła coś od siebie. Prym wiodła zdrowa żywność. Wykładanie smakołyków już było świetną okazją do zapoznania się oraz do dyskusji na temat jedzenia, wymiany przepisami i doświadczeniami kulinarnymi.

Taki nieformalny wstęp pozwolił nam bez zbędnego lęku wkroczyć w część warsztatową. Nasza terapeutka Monika wprowadziła kobiety w specyfikę zajęć i dała czas, aby każda opowiedziała o sobie oraz o swoich relacjach z tańcem. Większość z uczestniczek powiedziała, że taniec kocha, podziwia i marzy, aby móc za jego pomocą wyrażać siebie, ale na parkiecie zaczyna się krępować i obawia się krytyki innych. Jak szybko miało się okazać te ograniczenia nie miały prawa bytu podczas warsztatów. Monika małymi krokami, wprowadzała w otwieranie się na muzykę i dźwięki. Poznawałyśmy się poprzez dotyk, gesty i ruch. A potem muzyka była już tylko narzędziem do pracy nad samą sobą. Polecamy każdemu takie doświadczenie.

Ekspresyjną część zakończyła relaksacja, podczas której podążałyśmy za dźwiękami muzyki, również tymi "na żywo", ponieważ Monika czarowała magicznymi tonami fletu, piszczałek indiańskich, bębnów, sensuli i dzwonków Koshi. Wypełnione tą nową energią kobiety namalowały własne mandale, które pokazały co chowa się w zakamarkach ich dusz. Po tym zadaniu oddałyśmy się pogaduchom i smakowaniu przyniesionych przekąsek.

Na zakończenie spotkania przyszedł czas na tworzenie mapy marzeń. To naprawdę wyjątkowa forma "przyciągania" dobrych rzeczy do naszego życia.  Podoba nam się stwierdzenie, że mapa marzeń to zamówienie do naszej podświadomości napisane w jej języku, czyli w języku obrazów i emocji.

Na końcu jeszcze wspólne zdjęcie i moc pozytywnej energii na drogę!